American dream Mariusza Barnaka (cz. 1)

W ekstraklasie rozegrał 211 spotkań, w Stali Mielec - około 350. Z nią jest kojarzony, przez lata był jej kapitanem. Teraz z powodzeniem daje sobie radę za Atlantykiem. Oto pierwsza część „American dream” Mariusz Barnaka.

Mariusz Barnak dziś żyje w Nowym Jorku, Mieszka tam i pracuje od ponad 20 lat. Fot. Michał Zichlarz

AMERYKAŃSKA OPOWIEŚĆ (Część 1)

O namiar do Mariusza Barnaka poprosiłem Artura Kurasiewicza, od zeszłego roku prezesa Związku Polonijnych Klubów Piłkarskich w Ameryce, a jednocześnie szefa Stal Mielec Nowy York. To środowisko - mam na myśli „Stalówkę” - jest za Atlantykiem bardzo mocne i widać to też podczas amerykańskiego mundialu, w polskiej strefie kibica przy głównej arenie mistrzostw - stadionie MetLife w East Rutherford.

Z Jarosławia do Mielca

Spotykamy się w domu na 56th Drive Street na Maspeth, gdzie mieszkam u polskiej rodziny. On mieszka niedaleko, też na Queens, i powiedział że spokojnie podjedzie. Jest ciepło, przygrzewa słońce, siedzimy przy piwku, a ja słucham jego opowieści…

– Miałem 15 lat, to było zaraz po szkole, kiedy z rodzinnego Jarosławia pojechałem do Mielca, gdzie chciałem grać. Nie poszło dobrze, bo po krótkim czasie, po kilku miesiącach wróciłem do domu. Nie spodobało mi się życie w internacie, poza domem – opowiada.

Jako nastolatek rokował tak dobrze, że zaczęły przychodzić zaproszenia z reprezentacji Polski juniorów w najniższych kategoriach wiekowych. Polska była wtedy futbolową siłą. Barnak wspomina jeden z obozów w Kamieniu koło Rybnika, gdzie pojawiło się 60 zawodników, a wszystkim zawiadywali tacy specjaliści jak Henryk Apostel, Mieczysław Broniszewski czy Marek Śledzianowski.   

– Na jednym ze zgrupowań byłem z Januszem Stelmachem, też ze Stali, tyle że trochę starszym ode mnie [rocznik 1962, młodzieżowy wicemistrz Europy U-18 z 1981 roku – przyp. red.]. Janusz mówi: „chodź, pojedziesz ze mną do domu, bo przyjechali po mnie ze Stali samochodem”. Nie zgodziłem się, postanowiłem wrócić pociągiem i poszedłem na Dworzec Centralny. Stoję tam, patrzę, idzie Janusz z kierownikiem sekcji Stali. Namówili mnie na jazdę do Mielca, a po drodze zaczęli namawiać na przyjście klubu. Odpowiedziałem, że trzeba z rodzicami porozmawiać... Po tygodniu przyjechali do Jarosławia tłumacząc, że się mną zaopiekują. Ostatecznie po raz drugi w styczniu 1981 trafiłem trafiłem do Stali - wspomina.

Drugi raz w Stali

Znowu internat, znowu tęsknota za domem, ale tym razem wytrzymał. Jako 17-latek występował w juniorach, dalej był w kadrze Biało-czerwonych, a wiosną 1981 pojechał na turniej międzynarodowy do Cannes. – Byliśmy tam dwa tygodnie. Kto był na tym wyjeździe? Z bramkarzy Jarek Bako i Józek Wandzik. Byli Marek Piotrowicz i Achim Klemenz z Górnika Zabrze, był też Piotrek Nowak. Znane potem nazwiska, reprezentanci – opowiada.

W czerwcu tamtego roku trafił już do seniorskiego zespołu Stali. Trenerem drużyny był wówczas Józef Walczak, stara szkoła trenerska, łodzianin. – Wtedy w kadrze byli tacy zawodnicy, jak bramkarz Janusz Stawarz, Witek Łukasik w obronie, był Antek Mrowiec, Kaziu Buda w pomocy – reprezentant Polski, był Włodziu Ciołek, Zbyszek Hnatio, a w ataku Heniu Janikowski czy Krzysiu Frankowski. Wszystko to nazwiska, które ocierały się o reprezentację. W takim zestawie nie bardzo było się jak załapać do grania – wspomina dzisiaj z uśmiechem i dodaje, że w tamtym czasie do Stali trafili też Dariusz Kubicki, Andrzej Łatka, Janusz Białek oraz inny reprezentant Polski juniorów, napastnik Janusz Dobrowolski (przechodzi teraz rekonwalescencję po złamaniu kręgosłupa, mieszka w Kanadzie.    

- W kadrze Stali owszem byliśmy, trenowaliśmy, ale żeby grać to inna sprawa. Na prawej pomocy występował Zbysiu Hnatio, na lewej - Krzysiu Frankowski, a w środku pomocy - Kaziu Buda z Włodkiem Ciołkiem: wiadomo, reprezentanci kraju – śmieje się.

Same ligowe sławy

Grał więc w drugim zespole w Stali w trzeciej lidze. W sezonie 1981/82 zespół występował w ekstraklasie (ówczesnej I lidze) i był na trzecim miejscu za Widzewem i Śląskiem, a przed Legią oraz Górnikiem. Mielec był wtedy liczącą się siłą w polskim ligowym futbolu. Grał w europejskich pucharach.

W kolejnym sezonie, 1982/83 miała być walka o mistrzostwo Polski, a jako to często bywa z zapowiedziami skończyło się… spadkiem. – W połowie sezonu było wiadomo, że Buda i Kubicki idą do Legii, że Włodek Ciołek z Janikowskim wracają do Wałbrzycha, bo stamtąd pochodzili. Chyba nie wszystkim w klubie zależało i stąd spadek… – zastanawia się dzisiaj Barnak.

W ten sposób w 1983 zaczął grać, wciąż jako nastolatek w pierwszym zespole. – Zamiast mistrzostwa był spadek dużo ludzi odeszło. Dla nas młodych była to szansa: w sezonie 1983/84 zadebiutowałem wtedy w II lidze (drugim poziomie rozgrywkowym – przyp. red.).

W pierwszym sezonie 1983/84 Stal przegrała rywalizację o I ligę z Radomiakiem, będąc zaPolonią Bytom na trzecim miejscu. W kolejnych rozgrywkach była już pierwsza w tabeli II grupy drugiej ligi o dwa punkty przed Igloopolem Dębica (do elity dębiczanie awansowali jako LKS w 1990 roku).  

Mogło być mistrzostwo...

Barnak spędza w pierwszym zespole Stali ponad dekadę. Najpierw w drugiej lidze, potem w ekstraklasie. W najwyższej klasie rozgrywkowej ma rozegranych 211 meczów, strzelił 13 bramek. – W sezonie 1988/89 kończyliśmy na piątym miejscu.  Gramy w letnim Pucharze Intertoto, a w spotkaniu ze Stuttgarter Kickers Wojtek Klich, tata Mateusza, przypadkowo, w wyskoku łamie mi szczękę. Krzyknąłem „moja”, ale on też wyskoczył, no i wypadek... Trafił mnie czołem.  Miesiąc przerwy: ani ugryźć, ani nic po ludzku zjeść. Zresztą 10 minut grałem jeszcze potem z tą złamaną szczęką – wspomina dramatyczny moment.

To był mocny zespół Stali - z takimi zawodnikami jak bramkarz Piotr Wojdyga, a w polu Adam Fedoruk, Piotr Czachowski, Krzysztof Tochel czy świetny technicznie Maciej Śliwowski. Trenerem był wówczas Włodzimierz Gąsior, pomagał mu kolega Barnaka z boiska - Janusz Białek. – Kogo z trenerów wspominam najlepiej? Wielu ich przeżyłem... Najlepiej wspominam Frania Smudę. Przyszedł do nas w sezonie 1992/93. Dlaczego? Byłem wtedy kapitanem drużyny, prowadziłem wszystkie rozgrzewki, a on był takim szkoleniowcem, że miał wszystko świetnie poukładane, zaplanowane. Było krótko, ale intensywnie, bez przestoju. Nie przez 2,5 godziny jak u innych wtedy trenerów. To były bardzo fajne ciekawe treningi, a na każdy mecz Smuda potrafił nas taktycznie przygotować. Bardzo wiele zawdzięczam też Włodkowi Gąsiorowi. Wchodziłem jako młody chłopak, a on brał mnie na indywidualne treningi i poświęcał mi sporo czasu. Dobrze też wspominam kolegę z boiska Janusza Białka. Grzesiu Lato też super, bo potrafił zrobić świetną atmosferę jako szkoleniowiec. Wychodziło się na trening na luzie, na spokoju, a potem w lidze na boisku - zapieprzaliśmy. Gdyby wtedy były pieniądze, zamiast zaległości i kłopotów organizacyjnych, to powiedziałbym, że mieliśmy zespół na mistrza. Myślę o sezonie 1992/93 - opowiada. Stal skończyła wtedy w lidze na 6 miejscu. W bramce był „Bodzio” Wyparło, oprócz Barnaka grał też dalej Fedoruk, ale byli już młodsi - jak Rafał Ruta, Piotr Rowicki czy Andrzej Jaskot.     

Przykre pożegnanie  

Barnak znany był z tego, że nie dało się go... zajechać. – Biegowo byłem mocny, to fakt. Grający wtedy i też mocny fizycznie oraz wydolnościowo w Widzewie Wiesław Cisek nie dał rady ze mną – śmieje się.

Potem przyszedł do Mielca Edward Socha i nastał czas niemieckiego biznesmena Thomasa Mertele… - No i skończył się mój czas. Socha szukał miejsca dla swojego przyszłego zięcia Sebastiana Piechoty. Pożegnano się ze mną w fatalny sposób. To był sezon 1994/95. Ostatni mecz sezonu był z Olimpia Poznań. Byłem kapitanem, a że byłem niewygodny, bo grałem na prawej pomocy, tam gdzie Sebastian, to chciano się mnie pozbyć. Na tamto spotkanie nie wzięli mnie nawet do kadry – mówi ze smutkiem. W ten sposób skończyła się jego długa przygoda ze Stalą, gdzie i dziś nie bardzo o Mariuszu Barnaku się pamięta. Przy okazji różnych jubileuszowych uroczystości nie wręczono mu nawet pamiątkowej, klubowej oznaki. – W JKS Jarosław taką dostałem. W Stali nie, no ale niedawno podobny los spotkał Krystiana Gettingera. Jego odejście też nie było miłe i przyjemne – mówi.

A potem? Potem był wyjazd do niemieckiego Bonner SC, a następnie za Atlantyk, do Ameryki, ale to już w drugiej części opowieści Mariusza Barnaka.

Michał Zichlarz, Nowy Jork  

MARIUSZ BARNAK

Data urodzenia : 28 stycznia 1964 r.
Miejsce urodzenia : Jarosław  
Pozycja na boisku : prawa pomoc
Kariera: JKS Jarosław, Stal Mielec, Kamax Kańczuga, Bonner SC, Unia Tarnów, Siarka Tarnobrzeg, Stal Mielec, Pogoń Leżajsk, Polonia Greenpoint, Polonia Chicago/Mielec, Ikarus Tuszów Narodowy, Polonia Greenpoint

Ekstraklasa  (mecze/bramki): 211/13  

Mariusz Barnak jako piłkarz Stali Mielec gdzie z powodzeniem występował przez kilkanaście lat. Fot. Archiwum Mariusz Barnaka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się