America Latina, co się z tobą dzieje?!

Ze wspaniałych latynoamerykańskich smoków na mundialu ostał się już ledwie jeden, w dodatku trochę przypadkiem. Czy to wielki odwrót?

Czy wyczynom ostatniego przedstawiciela Ameryki w tym mundialu można się spokojnie przyglądać? Być może wkrótce zasadne będzie pytanie, czy w ogóle będzie się komu przyglądać... Fot PAP/EPA

Europa miała na tym mundialu paść niczym francuska ciężkozbrojna jazda na polach Anzicourt. Owszem w czasie bitwy są ofiary, padli więc knechci niemieccy, poległa też holenderska Staatse Leger, jednak Stary Kontynent trzyma się na tym mundialu nadzwyczaj dzielnie; w ćwierćfinałowej ósemce ma aż sześciu przedstawicieli i pewność, że co najmniej dwie drużyny będą bić się o podium. Szczęście jednych jest nieszczęściem innych. America Latina - nie tylko Latina - zaniemówiła i... zaniemogła. W stawce - zresztą w dużej mierze dzięki szczęściu i sile woli - utrzymała się jedynie Argentyna. Niewiele brakowało wszakże, by zamiast tego rodzynka znad La Platy, w ósemce znalazł się raczej drugi przedstawiciel Afryki. Przecież nie byłoby wielką niesprawiedliwością, gdyby w 1/8 finału z Egiptem zagrali nie Albicelestes, ale rewelacyjny beniaminek mundialowy z Republiki Zielonego Przylądka.  

Ostatecznie skład końcowej ósemki wygląda szokująco dla tych, którzy uważali, że Stary Kontynent jest w odwrocie: Europa - 6, Ameryka - 1, Afryka - 1.  Co tu się właściwie stało?!

     SONDA „SPORTU”    

◼ Jan Banaś

były piłkarz meksykańskiego Atletico Espanol, dwukrotny mistrz Polski z Górnikiem Zabrze

- To trochę rzeczywiście zaskakujące, że Latynosi nie mają w ćwierćfinałach bardziej okazałej reprezentacji... Jednak z drugiej strony mnie to nie dziwi o tyle, że taka właśnie jest piłka, w niej wszystko może się zdarzyć.  A przecież w formule mundialu kiedy po zakończeniu rozgrywek grupowych decyduje jeden mecz - zawsze może zdarzyć się wszystko. Szkoda mi oczywiście Meksykanów, że już odpadli. Mam do nich duży sentyment, grało się tam w dawnych czasach (uśmiech). Jednak nie przywiązywałbym wagi do tych rozstrzygnięć w szerszym kontekście. Nie sądzę, żeby Ameryka Południowa była w totalnym odwrocie.

Sylwester Kurek

twórca i trener klubu Brasil Czekanów, sędzia, kibic Brazylii od 1982 roku

 - Moim zdaniem nie ma powodów do niepokoju. Na kolejnym mundialu może się zdarzyć, że cztery drużyny z Ameryki znajdą się w ćwierćfinale. Niemniej ten mundial Latynosom generalnie nie wyszedł, ale wynika to także moim zdaniem z formatu rozgrywek. Po prostu meczów jest zbyt dużo. Jeśli chodzi o Brazylię, to odpadła z Norwegią całkowicie zasłużenie. Norwegowie jakby chcieli bardziej. Według mnie nie było dobre, że selekcjonerem Brazylijczyków był Włoch. Hamował w nich brazylijskie podejście do piłki. To nie była dla mnie ta Brazylia, co zwykle - pełna radości gry. Wbijanie jej w europejskie gorsety taktyczne w moim przekonaniu nigdy nie przyniesie efektów, które chcieliby widzieć brazylijscy kibice. Została już tylko Argentyna i - przyznam - trochę śmieszą mnie opinie, że pomógł jej sędzia. 90 procent piłkarzy czy trenerów nie zna dokładnie przepisów, a potem mają ogromne pretensje. Moim zdaniem francuski sędzia absolutnie wyniku meczu Argentyna - Egipt nie wypaczył. 

Bartłomiej Rabij

specjalista od latynoskiego futbolu

- Uważam, że to co dzieje się z latynoską piłką to efekt trwałej tendencji, postępującej od wprowadzenia prawa Bosmana. Wszyscy chcą grać w Europie. Latynoska piłka przestaje być dla europejskiej konkurencyjna, w Ameryce reaguje się na to stwierdzeniem, że zbyt mało stawia się na swoich. Wydaje mi się, że Latynosi jakby nie dostrzegali, że w piłce liczy się efektywność, właśnie na to postawiła Europa. Brazylia? Gdyby zagrało kilka elementów, gdyby nie kontuzje, gdyby Ancelotti przyszedł rok wcześniej - uważam, że Norwegia byłaby do ogrania. Niezmiennie zdumiewa mnie sprawa Neymara, nie rozumiem dlaczego pojechał na mundial. Być może Ancelotti nie chciał się wykłócać o jednego człowieka. Czy Argentyna ma szansę, jako ostatni przedstawiciel kontynentu na zdobycie mistrzostwa? Moim zdaniem nie. Po meczu z Republiką Zielonego Przylądka mogło się wydawać, że jej chwile słabości to przypadek. Spotkanie z Egiptem pokazał jednak, że nie. W dodatku ten mecz kosztował ją mnóstwo sił. Podobnie będzie ze Szwajcarami. Nawet jeśli uda się Argentynie zameldować w półfinale, to będzie ją to kosztowało ogromną dawkę energii. Thomas Tuchel, trener Anglików może się... tylko uśmiechać. On, w mojej opinii już wie, że Albicelestes to drapieżnik, ale drapieżnik naruszony, poważnie ranny... Dlatego jeśli dojdzie do spotkania Anglii z Argentyną, to nie mam wątpliwości, jak się skończy. Argentyny w finale nie będzie. 

not. Paweł Czado 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się