Ależ pechowy ten tyczkarz...

Piotr Lisek zrezygnował z udziału w rozpoczynających się w poniedziałek mistrzostwach Europy w Birmingham. W kontynentalnym czempionacie po ćwierć wieku znów nie mamy tyczkarza.

Trzykrotny medalista mistrzostw świata przegrał z kolejną kontuzją. Fot. Michał Laudy/PressFocus

Trzykrotny medalista mistrzostw świata przegrał z kolejną kontuzją. Na jednym z ostatnich treningów Piotr Lisek naderwał mięsień łydki i nie będzie w stanie rywalizować z najlepszymi zawodnikami Starego Kontynentu. – Nie wyobrażam sobie pojechać tam po prostu na wycieczkę. Chciałem jechać i walczyć o wysokie lokaty. Byłem na to gotowy – mówi Piotr Lisek, cytowany na stronie pzla.pl.

Do nieszczęścia reprezentanta Polski doszło w Spale. Podczas jednego ze skoków Lisek wylądował zbyt blisko dołka. Ratując sytuację, źle postawił nogę, co spowodowało uraz. Czas rekonwalescencji przy takiej kontuzji wynosi od dwóch do trzech tygodni. To powoduje, że start w zaplanowanych w przyszłym tygodniu ME jest niemożliwy.

Nie może się pogodzić

Najlepszy polski skoczek o tyczce nie ukrywa rozżalenia. – Jestem bardzo rozczarowany i na razie nie jestem w stanie pogodzić się z tym, co się stało. Pewnie gdyby moje treningi nie wskazywały na to, że jestem dobrze przygotowany do walki o finał mistrzostw Europy, a później o wysokie skoki, byłoby mi łatwiej. Właśnie dlatego dziś czuję się fatalnie, bo wiem, że byłem w dobrej dyspozycji – mówi Lisek.

W 2019 roku podczas mityngu Diamentowej Ligi w Monako tyczkarz poprawił rekord Polski na 6,02. Do niego należy też najlepszy wynik w hali – 6,00.

W tym sezonie 34-letni zawodnik skoczył najwyżej w maju w rodzinnych Dusznikach – 5,75 m - i na europejskich listach (nie licząc dwójki Rosjan i Białorusina, którzy i tak nie mogą wystąpić w ME) zajmuje dopiero 19. miejsce...

Zimą pękła tyczka

Ten rok jest jednak wyjątkowo niefartowny, bo stracił kolejną szansę na start w dużej imprezie. Zimą nie mógł wystąpić w halowych mistrzostwach świata, które odbyły się w Toruniu. Wtedy przyczyną urazu była tyczka, która pękła w trakcie skoku podczas mityngu w Karlsruhe, co spowodowało upadek i uraz dłoni. Natomiast kilkanaście dni temu wycofał się tuż przed startem z mistrzostw Polski w Białymstoku, by... nie ryzykować urazu przed mistrzostwami Europy. – Skok o tyczce nie bez przyczyny uznawany jest za ekstremalną konkurencję, a wpływ na kariery zawodników ma też bilans pecha i szczęścia. Mnie w tym roku prześladuje wyjątkowy pech – rozdziera szaty Lisek, który ma w dorobku pięć medali mistrzostw świata w hali i na stadionie, a także pięć w halowych ME, ale nigdy nie stanął na podium kontynentalnego czempionatu na stadionie – dwukrotnie był szósty (2014, 24) i dwukrotnie czwarty (2016, 18).

Absencja po 24 latach

ME w Birmingham rozpoczną się w poniedziałek i potrwają do niedzieli, 16 sierpnia. Po wycofaniu się Liska, reprezentacja Polski liczyć będzie 74 zawodniczek i zawodników. Jak podał na X statystyk Tomasz „Nedops” Spodenkiewicz, będą to pierwsze ME bez Liska od 2012 roku – miał wówczas 20 lat i jeszcze nie skakał wysoko; ostatni raz żadnego polskiego tyczkarza (mężczyzny) na mistrzostwach Europy nie wystawiliśmy 24 lata temu - w 2002 w barwach Danii skakał wówczas Piotr Buciarski.

(ToM)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się