Albo pójdzie do wróżki
Trener Odry zastanawia się, co zrobić, żeby opolscy napastnicy zaczęli strzelać.
Kacper Przybyłko nie pokazał w Opolu swoich snajperskich zdolności. Fot. Tomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik / Press Focus
ODRA OPOLE
Jeżeli ktoś myślał, że sparing numer sześć, rozegrany przez Odrę na dziewięć dni przed inauguracją sezonu, da Łukaszowi Tomczykowi odpowiedzi na ostatnie pytania dotyczące ostatecznego składu pierwszej jedenastki, to się mocno pomylił. Opolanie w konfrontacji z Maccabi Netanja źle rozpoczynali akcje, próbując otwarcia krótkimi podaniami od bramkarza i to kosztowało ich stratę dwóch goli, a pozostałe dwa były konsekwencją błędów indywidualnych. Pierwszy raz tego lata stracili aż cztery bramki!
- Potraktowaliśmy ten mecz jako kolejny etap przygotowań do sezonu – podkreślił trener Odry. – Na pewno dał nam cenne informacje, tak samo jak poprzednie sparingi rozgrywane także z mocnymi rywalami. Tym razem jest nam jednak smutniej, bo na przerwę schodziliśmy, przegrywając 0:3, a mieliśmy trzy setki, których nie wykorzystaliśmy. To jest jednak tylko sparing. Specjalnie dobraliśmy takich przeciwników, bo takie konfrontacje uczą, a to jest potrzebne, żeby rozwinąć zespół. Z trzecioligowcem – nikomu niczego nie ujmując – ktoś, popełniając błąd, mógłby się prześlizgnąć. Natomiast w takim starciu błąd jest od razu wyeksponowany, bo rywale, grając szybko, są bezlitośni. Dlatego ten sparing nie zaciemnił mi obrazu naszej defensywy, tylko utwierdził mnie w pewnym przekonaniu.
Za plecami Halucha
Teoretycznie najwięcej ruchów kadrowych w Odrze zanotowaliśmy wśród kandydatów na bramkarza, bo odejście Mateusza Abramowicza i wypożyczenie Adama Wójcika sprawiło, że z trójki równo broniących w ubiegłym sezonie ostał się tylko Artur Haluch. Sprowadzony Miłosz Mleczko i testowany Kacper Jureczko – obaj broniący w meczu z Maccabi po 45 minut – na razie są w cieniu golkipera, który już piąty sezon zakłada koszulkę z herbem Opola na piersi.
- Walka o miejsce między słupkami nadal trwa – dodaje szkoleniowiec Opolan. – W sobotę czekają nas dwa ostatnie już przed sezonem mecze sparingowe u nas z Banikiem oraz na wyjeździe z Piastem i Artur oraz Miłosz najprawdopodobniej zagrają w nich po 90 minut. Natomiast Kacper, który z Maccabi przy straconej przez nas bramce w drugiej połowie niestety powinien się zdecydowanie lepiej zachować, kończy testy z wynikiem pozytywnym. Zarówno z mojej strony, jak i ze strony trenera bramkarzy jest zielone światło na tego 19-latka. Jest ambitny i pracowity. Widać, że robi postępy i uważam, że się nam przyda i też dostanie jeszcze szansę.
Ze szkockiej Premiership
W trakcie meczu z Maccabi z pomocy fizjoterapeutów korzystali Cassio i Maksymilian Pingot. Obaj zeszli jednak z boiska o własnych siłach, a więc wszystko wskazuje na to, że w Odrze na tydzień przed startem pierwszoligowych rozgrywek nie ma problemów zdrowotnych.
- Po środowym meczu nikt mi nie zgłaszał urazu i w raporcie fizjoterapeutów też niczego niepokojącego nie było – zapewnia opiekun niebiesko-czerwonych. - Ponadto Jakub Pochcioł wrócił do treningów i już tylko Marcel Białowąs leczy swój uraz i jeszcze potrzebuje kilku dni. Kadra jest więc coraz bardziej kompletna. W dodatku w sparingu w Rącznej w drugiej połowie zaprezentował się na prawej pomocy Franciszek Franczak, czyli testowany 18-latek, mająca za sobą występy w I lidze szkockiej w St. Johnstone FC oraz w reprezentacji Polski juniorów.
Budżet nie jest z gumy
- Myślę więc, że jesteśmy już blisko dopięcia zespołu, któremu jednak – mimo dwóch strzelonych w środę goli – nadal brakuje bramek zdobytych przez napastników. Budżet mamy ograniczony i nie jest z gumy, ale szukamy środków na kolejnego snajpera. Na razie mamy dwóch. Musimy ich rozwijać, dawać im wsparcie i wierzyć, że coś „wsadzą” w meczach ligowych, albo pójdę do wróżki... A mówiąc serio, to będę pracował nad nimi – kończy Łukasz Tomczyk.
Jerzy Dusik
