11 milionów rozgoryczenia
Rozmowa z radnym Tychów, Sławomirem Wróblem, który nagłośnił problem długu piłkarskiej spółki
Wbrew temu co widzimy na zdjęciu piłkarze GKS-u Tychy nie przeskoczyli rywali, za to włodarze klubu przekroczyli granice... budżetu. Fot. Press Focus/Łukasz Sobala
Od kiedy w Tychach mówiło się o problemach finansowych piłkarskiej wizytówki waszego miasta?
- W świecie kibicowskim już od dłuższego czasu słychać było niepokojące informacje, że sytuacja w klubie nie jest najlepsza. To były jednak tylko pogłoski, ale niecały miesiąc temu pojawiło się sprawozdanie finansowe na stronie KP GKS Tychy, a z niego jasno wynika, że nasz klub ma wielki problem, bo 11-milionowy dług. Pierwszy raz od 2015 roku pracownicy 10 czerwca nie otrzymali pieniędzy w terminie, tylko z poślizgiem, o czym dowiedziałem się bezpośrednio od ludzi zatrudnionych w klubie.
Czy jako człowiek od ponad 30 lat działający w sportowym środowisku Tychów, a obecnie dyrektor GKS Futsal Tychy, może nam pan powiedzieć, skąd się wziął tak wielki dług?
- Z wyliczeń wynika, że przychody spółki były na poziomie 11 milionów 800 tysięcy złotych, a działalność operacyjna pochłonęła 23 miliony. Szczegółów wydatków nie znam, ale każdy, kto śledzi wyniki sportowe wie, że przed tegoroczną rundą wiosenną w GKS-ie Tychy, próbując uratować I ligę, zatrudniono Łukasza Piszczka i zaczęło się wydawanie pieniędzy ponad stan. Nie dość, że w tym momencie trzeba było wypłacać pensje trzem sztabom szkoleniowym, bo na garnuszku klubu był jeszcze od jesieni 2024 roku Dariusz Banasik i jego ludzie oraz od listopada ubiegłego roku Artur Skowronek i jego współpracownicy, to spełniono wymagania transferowe nowego szkoleniowca. Sprowadzono zawodników, których sobie zażyczył trener Piszczek, chyba bez oglądania się na stan klubowej kasy. Mówię chyba, bo szczegóły znają włodarze klubu, czyli Maximilian Kothny, który jest członkiem zarządu i przedstawicielem większościowego udziałowca, oraz prokurent Piotr Włodek. Wiemy jednak, że wszystko skończyło się sportową klęską, no i finansowym problemem. To znaczy, że budżet nie był zbilansowany i wydatki znacznie przekroczyły wpływy.
Ile miasto wpłaciło do kasy klubu?
- Tychy za pośrednictwem spółki Tyski Sport są udziałowcem KP GKS Tychy SA. W momencie podpisywania umowy miasto miało 25 procent udziału, ale ponieważ w ubiegłym roku nie wpłaciło miliona w momencie podniesienia kapitału zakładowego, to teraz ma około 23 procenty. Żeby nie stracić kolejnych procentów, w tym roku w budżecie zaplanowaliśmy 2 miliony na podniesienie kapitału, a dotacja na 2026 rok wyniosła 4 miliony i 5 tysięcy, czyli razem 6 „baniek”.
Gdy pytałem włodarzy klubu na organizowanych przez nich spotkaniach z dziennikarzami, czy klub stać na zatrudnianie nowych trenerów i ściąganie kolejnych zawodników, odpowiadali, że mają na to zgodę władz właściciela większościowego. Czy w Urzędzie Miasta był ktoś, kto to kontrolował?
- Niestety nie. Wprawdzie w umowie jest zagwarantowane, że miasto może dać do zarządu swoją osobę, ale tego zapisu nie wykorzystaliśmy. W mojej opinii dano dwóm młodym ludziom w zarządzanie klub, a oni pokazali, że nie mają doświadczenia i źle pokierowali GKS-em. Dlatego naciskam na prezydenta miasta, żeby wyznaczył kompetentną osobę, która jako przedstawiciel mniejszościowego udziałowca mogłaby doradzić i podpowiedzieć. Oczywiście w kontekście tych udziałów właścicielskich decydujące zadanie będzie należało do inwestora, ale osoba oddana tyskiemu klubowi – a takich nie brakuje – mogłaby wejść z realnymi pomysłami i wnieść dużo zarówno w kontekście organizacyjnym, jak i menedżerskim. Wynik finansowy i sportowy pokazuje, że klub w takim układzie zarządzania jaki nadal mamy, nie był i nie jest przygotowany na funkcjonowanie w profesjonalnym sporcie. W mojej opinii zwolnienie trenera Skowronka było dużym błędem pod względem sportowym. Po dobrym sezonie „rozsprzedano” mu trzon drużyny, a sprowadzono słabych zastępców. Gdyby miał takie możliwości transferowe, jak później trener Piszczek, spokojnie utrzymałby GKS Tychy w I lidze. Zresztą takie zdanie mają też inni kibice, dlatego rozgoryczenie jest bardzo duże.
Jak wybrnąć z tego 11-milionowego długu?
- Na to pytanie powinni odpowiedzieć ludzie zarządzający klubem. To inwestor powinien pokryć swoim wkładem ten dług, który został zrobiony. Miasto wywiązało się ze swoich obowiązków, a kibice GKS-u Tychy mają prawo oczekiwać lepszych wyników swojej drużyny. To jednak nie znaczy, że jestem pewien szybkiego awansu na zaplecze ekstraklasy. Wierzę w to i życzę tego naszemu zespołowi z całego serca, ale patrząc na skład II ligi i znając choćby przypadek Zagłębia Sosnowiec, które też deklarowało błyskawiczny powrót, zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko. Na starcie staje sporo klubów z aspiracjami i historią, więc nie jesteśmy faworytem. Według mnie pierwsza dziesiątka może być bardzo wyrównana, ale mówiąc językiem kibica optymisty: II liga to nie jest nasze miejsce i czekam na zwycięstwa GKS-u Tychy.
Rozmawiał Jerzy Dusik
Sławomir Wróbel. Fot. Archiwum domowe.
